Mówią wolontariusze

Refleksje Wolontariuszy po obozie zimowym w Krynicy Górskiej - Muszynie (2010r).
(będą za kilka dni - zapraszamy).


Refleksje wolontariuszy po obozie w Woli Michowej (Bieszczady 2008):


    Wspominam dziś nasz obóz w Bieszczadach, słucham "Bieszczadzkich aniołów" i aż łza kręci się w oku... ale to łza szczęścia i wzruszenia, że miałam możliwość spędzenia czasu z tak niesamowitymi ludźmi w tak niesamowitym miejscu jakim są Bieszczady. Tydzień to tak mało, a jednak ta odrobina czasu umocniła mnie w moich przekonaniach, naładowała mnie energią i chęcią do dalszej pracy z ludźmi. Bractwo św. Anny to jedna z najfajniejszych rzeczy jakie przytrafiły mi się w ostatnim czasie. Jestem szczęśliwsza dzięki WAM! Może nie potrafię dać z siebie tyle ile inni dają mnie, ale marzę o byciu dobrym człowiekiem, a dzięki Wam mogę to marzenie realizować.
W naszym logo jest uśmiech, myślę, że taki uśmiech odbił się w moim sercu i nikt ani nic, tej pieczęci nie zatrze, bo odbita jest już na zawsze. Cieszę się, że mogłam oddać w Bractwie cząstkę siebie, chcę oddać jeszcze więcej!
Uśmiecham się do siebie myśląc o Was, śmieje się ze mną i moja dusza!
Dziękuję Bogu za ten dzień w którym po raz pierwszy przyszłam do Was, wtedy nie myślałam jak to wszystko się potoczy, nie wiedziałam, że coś się zmieni w moim życiu.
    Dziękuję za ten wspaniały tydzień w Bieszczadach. To był zaszczyt być z takimi ludźmi w tak cudownym miejscu. Jestem wdzięczna i pełna podziwu dla ks. Sławka, który swoją postawą zachęca mnie do dalszej działalności w Bractwie św. Anny. Dziękuję również Pani Renacie, która zawsze wspiera dobrym słowem. Nie mogę nie podziękować Pani Ani, która wniosła wiele radości do naszego grona i była przez cały tydzień "pogodnym i dobrym duszkiem" wśród nas. Dziękuję wszystkim wolontariuszom, z którymi tam byłam. Dziękuję za ich radość, wsparcie i przyjaźń, którą mnie obdarowali. Dziękuję też wszystkim dzieciom, bo są wspaniałe, pogodne i dobre.
Przede wszystkim jednak dziękuję za Was wszystkich Bogu, bez którego nie byłoby tak wspaniale i nie bylibyśmy szczęśliwi. Pamiętam o Was w modlitwie.

Ewa Słonina


    Nie wiem czego to zasługa, na pewno wielu czynników, tak samo ludzi jak i naszej "Latarni Wagabundy" ale miejsce, w którym spędziliśmy ten czas było zaczarowane... Myślę, że nie jestem bez serca i bez uczuć, ale zawsze po rajdach, biwakach, obozach itp. zostawały mi miłe wspomnienia, które uwielbiałem rekonstruować opowiadając innym a czasem i samemu oglądając zdjęcia zamyślałem się jak to kiedyś fajnie się bawiłem...ale dlaczego miałbym być bez serca...bo nigdy tak od razu nie tęskniłem, nie rozpaczałem przy rozstaniach z moimi nowymi przyjaciółmi, jak bez szczególnych emocji opuszczałem swój dom i wyjeżdżałem na obóz tak samo łatwo wracałem do codzienności... Tym razem było inaczej, może to ten bieszczadzki klimat i potwierdzenie słów naszego gospodarza, który pewnego spędzone z nami przy baraniej wątróbce powiedział, ze "w Bieszczady przyjeżdża się raz, potem się tylko wraca". Ostatniego dnia tej kolonii o czym dyskutowaliśmy wcześniej to nasi podopieczni mieli czuć niechęć do powrotu...ale okazało się, że i nas to nie ominęło...mówię "nas" bo wiem, że to nie tylko moje uczucia tutaj obnażam.
    Teraz może przejdę do tego co najważniejsze...bo że miejscu w którym spędziliśmy naszą kolonię nie brakowało czaru nikt nie zaprzeczy, ale jest coś jeszcze ważniejszego. Samo miejsce jak to może dać niezapomniane wspomnienia jakiemuś pustelnikowi, ale ja pustelnikiem nie jestem, więc potrzebowałem jeszcze ludzi, którzy pomogą mi zapamiętać każdą spędzoną z nimi chwilę. Gdyby nie oni, to pewnie jak zwykle miło bym wspominał...ale nie tęsknił był już przed wyjazdem stamtąd. Bez pani Ani która nadawała barw naszej kolonii swoją grą i śpiewem, myślę że gdybyśmy nie byli tacy rozśpiewani byłoby dużo smutniej a dodawała też klimatu do bajek, które co wieczór przedstawiała nam pani Renata...cudownie było patrzeć na to "pobojowisko" uśpionych dzieci po każdym z tych opowiadań...i słyszeć potem pytania dzieci czy jutro będzie kolejna bajka...
Pani Edytka niby nieco na uboczu, ale właśnie kiedy my zajmowaliśmy się innymi rzeczami ona pilnowała porządku i czystości w naszym schronisku.
    A na koniec oczywiście ten którego wielce podziwiamy, za wielką mądrość i umiejętność rozwiązania tych problemów, z którymi sami sobie nie radziliśmy...a jednocześnie "głowę" całego naszego przedsięwzięcia czyli ksiądz Sławek...do którego mogę tylko skierować słowa rozwiewające te myśli w jego głowie jakoby miał zakończyć pracę z dziećmi...to by już był chyba brak wiary...ale mam nadzieję, że teraz nasz kochany ksiądz doskonale wie...że jest jak wino
    Nasi wspaniali wolontariusze, z którymi bardzo się zżyłem mam nadzieję, że nigdy nie zmienią drogi swojego życia i będą dążyć ciągle w kierunku dobra.

Michał Podyma



    Jestem wdzięczna, że mogłam tam z taką świetną ekipą pracować! Była to dla mnie przyjemność, w tym momencie nie pamiętam już ani jednej złej chwili

Jeśli miałabym taką możliwość pojechałabym z chęcią jeszcze raz. Serdecznie dziękuję za wszystko!

Jola Pietras



    Chciałam pani bardzo podziękować, za ten wspaniały tydzień w Woli Michowej. Nigdy tego nie zapomnę jak tam było cudownie. Dziękuję

Magda Dereń



    Chciałam Pani ślicznie podziękować za ten tydzień w Bieszczadach. Nie przypuszczałam, że spędzę go tak przyjemnie. Mam nadzieje, że nie był to mój pierwszy i zarazem ostatni wyjazd. Bardzo się cieszę, że miałam okazję Panią poznać. Jeżeli będę w jakiś sposób mogła pomóc proszę śmiało pisać. Dziękuję i pozdrawiam.

Monika Dendera



    Na obozie bardzo mi sie podobało i strasznie za tym wszystkim tęsknię, nie zapomnę tego do końca życia. Jeżeli mogła bym cofnąć czas to bym go cofnęła, i powtórzyła jeszcze raz ten obóz .Praca z tymi dziećmi dużo mi dała, dzięki nim też dużo się nauczyłam:)
Kasia Skrzypek



    Zanim zacznę cokolwiek pisać chciałbym serdecznie podziękować za cały obóz.. Wiem że żadne słowa i tak nie wyrażą podziękowań, ale niech to będzie chociaż taki symbol.
    Dziękuję za zaufanie jakim mnie Pani z Księdzem Sławkiem obdarzyła, i mam nadzieję, że wywiązałem się z postawionego mi zadania. Muszę powiedzieć, ze ten obóz był o wiele lepszy, w porównianiu z poprzednim. Nie wiem dlaczego tak się stało, może dlatego że już wiedziałem na co można sobie pozwolić, jak postąpić z dzieciakami. Ale to jak słuchały tego co mówiliśmy rzeczywiście dawało radość, i też uważam, że to co robimy ma jak najwiekszy sens
    Dzień po obozie złapały mnie dziewczynki, od razu zaczęły rozmowę, jak po obozie, co tam robię.., później spytały czy pojadę w przyszłym roku, bo one znów chcą dyskotekę Pewnie podziękowaniomnie byłoby końca, ale nie możemy zapominać o Księdzu, który jest mózgiem całej operacji.. powiedziałbym nawet że Ksiądz Sławek, to taki nasz "Szef zamieszania". Autorytet którym jest dla dzieci zawsze pomaga nam wolontariuszom w pracy z dziećmi.
    Nie możemy zapominać o Pani Ani, o której ktoś już w intencjach powiedział, że jest dobrym duszkiem naszego obozu, zawsze uśmiechnięta i pogodna, w śpiewie oddawała nam cały swój dobry humor. Oprócz umilania naszego wolnego czasu Pani Ania umilała nam nasze zdrowie, o ile w ogóle tak można powiedzieć Sam na własnej skórze przekonałem się, że bez Niej większość chorowitków wróciłaby do domu O tym przekonałem się na własnej skórze:).
    Nie możemy zapominać o Pani Edytce, która czujne strzegła porządku w ośrodku.
    Podziękowania skierować należy także do naszego Pana kierowcy, który bezpiecznie obwiózł nas w Bieszczady i z powrotem.
    Osobiście chciałbym również podziękować za wspaniałą współpracę moim kolegom po fachu czyli wszystkim wolontariuszom. Bez nich napewno było by ciężko.
    Wreszcie dochodzę do głównego celu, któremu tak z oddaniem się poświęcamy - do dzieciaków. Bez nich nie moglibyśmy nieść pomocy, której tak potrzebują.
Mam nadzieję, że to co robimy, przynosi efekty, i to dzieło dalej będzie z taką skutecznością kontynuowane, i znajdą się ludzie którzy tą tradycję zechcą pielęgnować.

Maciek Nowosielski
    Ja i niektóre z Bieszczadzkich Aniołków w czasie obozu dla naszych dzieciaków - punkt 9 dekalogu ("Ofiaruj siebie, a znajdziesz radość") przekonaliśmy się że to prawda..

Asia Opałka

    Obóz w Bieszczadach z Bractwa Św. Anny był dla mnie wielką przygodą, której nigdy nie zapomnę. Wprawdzie to tylko 7 dni, a ja powiem aż 7dni! To fakt, czas szybko mija, zwłaszcza kiedy jesteśmy szczęśliwi. Przez 7dni obcowania z dzieciakami, my wolontariusze uczyliśmy się głównie odpowiedzialności, ale staraliśmy się jej uczyć również dzieciaków. Tydzień to za mało, żeby „nauczyć się siebie”, żeby przyswoić pewne zasady życia codziennego, ale to taki mały zalążek tego, jak być powinno, staraliśmy się jak najlepiej je przekazać. To była dla nas wszystkich lekcja z życia, zastanów się, jakbyś ją ocenił i co z niej zostanie w Tobie…

Ania Drzymalska


Bractwo św. Anny poszukuje wolontariuszy !!!

    Reaktywowane w 2006 roku przez ks. Sławomira Chrosta Bractwo św. Anny w Staszowie pomaga dzieciom ze szkoły podstawowej w wieku 8 - 13 lat. 
    18 października b.r. Sąd Rejonowy  w Kielcach wpisał Bractwo św. Anny do Rejestru Stowarzyszeń. 
    Zajęcia pozalekcyjne odbywają się codziennie w godzinach od 15 - 17 przy ulicy Armii Krajowej 10.  Główne motto "Ora et disce" czyli "Módl się i ucz się" jest dla nich przesłaniem. Podczas zajęć dzieci uczą się sztuki dojrzałego życia według wartości ewangelicznych; uczą się: sumienności, obowiązkowości, dobroci i miłości. Nauka ta odbywa się poprzez kontakt z dojrzałymi ludźmi i poprzez modlitwę.
    Przychodzą tu i uczą się bardzo chętnie  a niektóre nawet 2 godziny przed czasem. Odnalazły tu swój "drugi dom" i niemal z dnia na dzień wzrasta ich liczba.
    Dzięki nieocenionej pomocy pana Jana Suski dzieci codziennie mają posiłek i nie są głodne. 
    Nad grupą czuwają nauczyciele - wolontariusze: ks. Sławomir Chrost, Renata Łagosz, Krystyna Rajca, Anna Kos, Kazimierz Kos, Marek Poniewierka, Jadwiga Skórska, Małgorzata Plisak, Ewelina Barańska, Edyta Dobrowolska, Stefania Pawlik, Agnieszka Antecka, Anna Taradowska oraz uczniowie - wolontariusze  których jest ciągle za mało.


Ci którzy tutaj przychodzą na pytanie "Dlaczego tutaj jestem"  tak odpowiadają:


"Bo pomoc dzieciakom sprawia mi wielka radość i satysfakcję, a ich wdzięcznosć i przywiązanie jest rzeczą niepowtarzalną, wartą każdej ceny"         
                                                                               Michał P.

"Zdobywam tu nowe doświadczenia, niezbędne być może w mojej przyszłej pracy, bo nie wiem jak potoczy się moja kariera zawodowa. Jeśli nie w pracy, to wiedzę o radzeniu sobie z dziećmi wykorzystam w swoim życiu osobistym"
                                                                            Małgosia P.

"Każdy z nas zostawia tu cząstkę siebie i właśnie na tym polega wyjątkowość Bractwa. Tworzymy zwartą grupę, której przyświęca jeden cel "Módl się i ucz się"
                                                                                  Ewa G.

"Kiedy pierwszy raz przyszłam do Bractwa nie byłam pewna dlaczego tutaj jestem? Gdy zobaczyłam uśmiechnięte buzie dzieciaków zrozumiałam sens tych spotkań"
                                                                                Kasia S.


"Najpiękniejszą szansą jaką może dostać człowiek, jest mozliwość dawania".
                                                                             Ewelina B.

"Odkrywam na nowo moje "wewnętrzne dziecko", czuje się tutaj bardzo szczęśliwa"
                                                                                Kasia S.

"Wiem że jestem tutaj potrzebna i przynajmniej na kilka chwil przenoszę się w  inny świat, świat beztroskich dziecięcych problemów. Wychodzę stąd bardziej radosna i potrzebuję dużo czasu aby znów powrócić na ziemię"
                                                                               Kasia K.



"Bycie  i pomaganie dzieciom pozwala czuć się szczęśliwym i potrzebnym, a także uczy dojrzałości i odpowiedzialności".

                                                                            Ewelina S.

"Bo lubię pomagać i wiążę swoją przyszłość z pomaganiem innym. Uczy mnie to bezinteresowności i patrzenia na świat przez pryzmat potrzebujących"
                                                                              Basia U.

Najlepszą nagrodą dla wolontariusza  tak jak powiedzieli przed rokiem ci którzy musieli opuścić Bractwo ze względu na studia jest uśmiech i wdzięczność dziecka, które na ulicy mówi cześć i pyta kiedy znowu przyjdziesz?

powyższy artykuł ukazał się w Nr 1/2008 Monitora Staszowskiego na str. 13

 
Ora et disce! - Módl się i ucz się!
 
Reklama
 
Zaprzyjaźnione strony WWW
 
http://paderewski.edukacja.strefa.pl
 
Jesteś 50052 odwiedzającym na stronie "Bractwa św. Anny".
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=