Artykuły

Spójrz oczami dziecka Bractwa świętej Anny

Stowarzyszenie Bractwo świętej Anny skupia dzieci w wieku 7-13 lat ze Szkoły Podstawowej Nr 2 i Nr 1 w Staszowie , wolontariuszy ze szkół gimnazjalnych, ponadgimnazjalnych i nauczycieli-specjalistów. Nasza praca to wyrównywanie szans edukacyjnych.

Zajęcia odbywają się w poniedziałki , środy i piątki w godzinach od 15-17 w budynku Centrum Integracji Społecznej ul. Parkowa 4

Pracą kierują nauczyciele: Renata Łagosz, Adam Koziński, Marek Poniewierka, Jadwiga Skórska, Marlena Rzepa, Edyta Zarzycka.

Wolontariusze: Klaudia Gaweł . Ola Szczur, Ola Hudek, Milena Kweczlich , Ola Kwietniewska , Justyna Konys,Paulina Suska , Dominika Kostka, Kinga Szewczyk, Angelika Woszczyńska, Larysa Bielecka , Klaudia Bielecka, Karolina Słomka , Kasia Przewożniak , Iza Pawlaczyk, Ada Wołowiec , Ola Jońca , Weronika Matuśkiewicz , Ala Kuraś, Wojtek Pielak , Michał Dziedzic , Damian Słomka,

Dla nas i wolontariuszy jest to wielka szkoła życia czujemy tutaj ogromny fan pomagania. Można przecież być szczęśliwym kiedy się pomaga . Wolontariusze mówią , że bycie dobrym to odwaga i że tak właśnie można wykorzystać swój potencjał i swoją wielkość. Wychodząc poza swój świat nie potrzebujemy rozgłosu, pomagamy z potrzeby serca , pomagamy bo tak trzeba. To jest taka nasza osobista forma patriotyzmu i człowieczeństwa.

W przeddzień wigilii Bożego Narodzenia spotkaliśmy się z dziećmi aby wspólnie złożyć sobie życzenia. Zaprosiliśmy wiele gości .Niestety nie przyszli.

Byli z nami tylko ; najwspanialszy darczyńca dzieci , Pan Jan Suska , który od ośmiu lat dba o to aby na każdych zajęciach dzieci miały posiłek. Pan Paweł Ciepiela - prawnik i Marcin Jarosz- dziennikarz Echa Dnia którzy są sympatykami bractwa i na krótką chwilę odwiedził nas ks.Grzegorz Maruszak , któremu niestety ,obowiązki nie pozwoliły zostać dłużej.

Dzieci otrzymały mnóstwo prezentów, które również w tym roku przygotowała dla nich młodzież Liceum Ogólnokształcącego im ks.Stefana Wyszyńskiego w Staszowie pod nadzorem dyrekcji szkoły i pedagoga szkolnego. Za co w imieniu dzieci pięknie im dziękujemy.

Mam nadzieję ,że słowa „Odważ się być dobrym „ wpiszą się w postawę każdego z nas. I będą w sercach nie tylko tych wolontariuszy bractwa ale w sercach wszystkich dorosłych , którzy nas otaczają a których tutaj zabrakło.

Młodzi wolontariusze ciągle pogłębiają swoją wiedzę na temat wychowania i postępowania z dzieckiem w wieku szkolnym , z którym przebywają na co dzień. W styczniu wyjechaliśmy na obóz szkoleniowo-wypoczynkowy do Zakopanego, mieszkaliśmy w Pensjonacie „Pod Modrzewiami” Każdy dzień wykorzystaliśmy zarówno na wypoczynek korzystając z uroków zimy jak również na naukę. Korzystaliśmy z lodowisk w Zakopanem i stoku w Małym Cichym. Na Wiktorówkach w kościele Matki Bożej Królowej Tatr modliliśmy się z Dominikaninem o.Emilem. A w Jaszczurówce podsumowaliśmy nasz pobyt słowami : „Świat powinien być utkany z prawdy ale nie tej zafałszowanej przez definicje i słowa stworzone przez ludzi , lecz z tej czystej , boskiej , nieopisanej”Do późnych godzin nocnych prowadziliśmy dyskusje wokół filmów:” Sala Samobójców,”Wszyscy jesteśmy Chrystusami” „Pręgi” ,” Blokersi”To między innymi opowieści o relacjach samotnych ojców z własnymi synami, bolesne wspomnienia chłopców tworzących listę największych strat i ran zadanych przez najbliższych . Ojciec poprzysiągł ,że nie przysporzy już nigdy strachu i wstydu swojemu synowi .A jednak....To głos naszego pokolenia... Próbowaliśmy stworzyć psychologiczny profil dziecka maltretowanego aby umieć rozpoznawać te problemy aby umieć pomoc ofiarom przemocy. Odpowiedzieliśmy na pytania: Czy zło rzeczywiście jest dziedziczne?Czy dzieciństwo ma wpływ na nasze dorosłe życie?Jacy są współcześni ojcowie?Ćwiczenia i dyskusja miały na celu uwrażliwienie młodych ludzi na problem przemocy wobec słabszych a zwłaszcza wobec dzieci. Aby zrozumieć ,że złe traktowanie dzieci jest oznaką słabości tego który nie potrafi się sam z nią zmierzyć. Jest oznaką bezsilności i bezradności , którą znieczula agresywnym / fizycznym , psychicznym czy intelektualnym/ zachowaniem. Najbliższym jednak naszej młodzieży stał się bohater Sali samobójów – Dominik. Dominik to zwyczajny chłopiec ma bogatych rodziców , pieniądze , ciuchy , gadżety. W pułapce własnych uczuć , wplątany w wirtualny świat , traci to co w życiu najcenniejsze.

Szczególne podziękowania kieruję dla Pana Prezesa Mariana Kosowicza i do Zarządu Kopalni Siarki w Grzybowie oraz dla Pana Mariana Adamczyka.

Renata Łagosz                                                 Marzec 2013 r

------------------------------------------------------------

 

Dzieci i wolontariusze Bractwa świętej Anny w Staszowie już po raz szósty na obozie terapeutyczno-wychowawczym tym razem we wsi Pyzówka - Zakopanem i Słowacji.


W tym roku mieszkaliśmy w pięknym komfortowym domku pod nazwą „Szeligówka” położonym na wzgórzu Tatr . Z okien tarasu można było zobaczyć niezwykłe widoki na okoliczne wzniesienia , wieś Pyzówkę i góry.

Pyzówka to wieś letniskowa oddalona ok 10 km od Nowego Targu i ok 20 km od Zakopanego. Stanowiła doskonałą bazę wypadową w kierunku Tatr i Słowacji.

Niezwykłą atrakcja naszego wyjazdu był pobyt w Słowackich Orawicach – osadzie na Orawie, położonej na wysokości 790m n.p.m w Kotlinie Orawickiej , w której znajdują się gorące zródła . Zbawienne działanie wody termalnej jest znane od tysiącleci. Woda termalna wykorzystywana jest do różnych zabiegów a działanie wód miedzy innymi korzystnie wpływa na skórę, wspiera system odpornościowy , zapobiega podrażnieniom. Jej temperatura wynosi 30-40 st.C Podczas kąpieli w basenach minerały rozpuszczone w wodzie termalnej są wchłaniane przez skórę , co pomaga w oczyszczaniu organizmu. Wskutek parowania, minerały z tej wody dostają się do powietrza , co ma dobroczynny wpływ na układ oddechowy. Naszym dzieciakom , które często w tym wieku narażone są na choroby układu oddechowego bardzo się to przydało , trudno ich było wyciągnąć z wody,

Dwa dni spędziliśmy w Zakopanem , przeszliśmy Dolinę Kościeliską , w której znajdują się bardzo popularne i dostępne turystycznie jaskinie: Mrożna , Smocza Jama, Jaskinia Raptowicka. Zaciekawiła nas szczególnie flora , znależlismy występowanie niektórych bardzo rzadkich roślin, a natchnienie do swoich utworów czerpali tu tacy znani twórcy jak: Kazimierz Przerwa – Tetmajer czy Stefan Żeromski. Dolina Kościeliska była też ulubionym miejscem dla poszukiwaczy skarbów , o czym świadczą liczne pozostawione przez nich znaki na skałach. Drugi dzień w Zakopanem to projekcja filmu pt”Madagaskar” Było wiele uciechy i radości.Po projekcji dzieci omawiały i ilustrowały obejrzany film. Podobała im się przyroda Kenii a przede wszystkim rozmyślały nad sytuacją zwierzątek , które znalazły się w nowym środowisku ,musiały nauczyć się nowego życia ,gdzie ich przyjazń poddana została ciężkiej próbie.

Niezwykła była piesza pielgrzymka do Sanktuarium NMP w Ludzmierzu/ok 8 km/. Kościół i Parafia są najstarszymi obiektami na Podhalu .Uczestniczyliśmy we mszy św. koncelebrowanej przez arcybiskupa krakowskiego Stanisława Dziwisza.

Wieczory i popołudnia przeznaczone były na zajęcia terapeutyczno-wychowawcze z wykorzystaniem zabaw , gier oraz bajki terapeutycznej.

Popołudniami codziennie o tej samej porze odbywały się też zajęcia z języka angielskiego. Polegały one na zapoznaniu dzieci ze słownictwem angielskim i wyrażeniami związanymi z wakacjami. Celem było napisanie pocztówki w języku angielskim z pozdrowieniami z Pyzówki: „Greetings from Pyzówka”. Prowadziła je pani Edyta Zarzycka.

W tym roku przepracowywaliśmy temat „Poczucie własnej wartości”

Wykorzystałam Skalę Samooceny Rosenberga SES „Po czym poznasz że masz obniżoną samoocenę? Na codziennych zajęciach rozważaliśmy „Co to jest poczucie własnej wartości ,od czego ono zależy? z czego wynika? Także o znaczeniu poczucia własne wartości w życiu człowieka oraz jak je budować?

Wykorzystaliśmy ćwiczenia : osobista mapa, moje zalety i mocne strony , analiza siebie , uzupełnij dzbany , mój system wartości zmiana myślenia. Wyznaczyliśmy siedem sposobów na podniesienie poczucia własnej wartości .

W literaturze psychologicznej funkcjonuje wiele terminów poczucia własnej wartości - substytutów stosowanych zamiennie np. ;obraz siebie ,samoocena ,poczucie wartości. Nierzadko zaniżona samoocena może przyczynić się do rozwoju depresji.

Myślę ,że na tych zajęciach chociaż po części znależliśmy odpowiedz... Jak budować i podnieść poczucie własnej wartości i jak przeciwdziałać niskiej samoocenie. Spotkania miały na celu również nauczenie dzieci umiejętności łatwiejszego wyrażania swoich uczuć , przełamywania onieśmielenia i napięcia psychicznego wobec osób dorosłych i swoich rówieśników.

Dla wolontariuszy natomiast jest to zawsze wielka szkoła życia. Czują tam ogromny „ fan” pomagania. Uczę ich co naprawdę dzisiaj oznacza pojęcie wrażliwości społecznej. A ideą tych akcji / obóz letni , obóz zimowy inne akcje społeczne/ jest przekazywanie bezpośredniej pomocy w taki sposób , aby była ona konkretna , skuteczna i co bardzo ważne sensowna.

Pomaganie to sztuka. Teraz w okresie przed świętami Bożego Narodzenia udało mi się włączyć nie tylko duchowość ale i umysł wielu ludzi ze świata polityki , biznesu, ludzi o dużej wrażliwości społecznej i inteligencji emocjonalnej. Można być szczęśliwym kiedy się pomaga i tak właśnie można wykorzystywać swoją wielkość. Na pewnym etapie pieniądze przestają mieć smak komfortu i wymagają znalezienia głębszego sensu.

Wychodzą oni poza swój świat i to jest właśnie to ich wielkie człowieczeństwo.

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy włączają się w organizowanie tych społecznych akcji i którzy w sposób altruistyczny pomagają innym , szczególnie tym najmniejszym.

Renata Łagosz


„ Zrobić coś dla innych”

 Dzieci i wolontariusze Bractwa św. Anny w Kotlinie Kłodzkiej, Czechach i Pradze.
Lato 2011.

Jola od dawna uznaje, że pomaganie ma głęboki sens. Studentka trzeciego roku farmacji – wolontariuszka Bractwa św. Anny od kilku lat nie ma wątpliwości, że to, co robi pomoże jej w przyszłym życiu. Kasia z radością przekonała się, że w pomaganiu jest coś szalenie miłego i niezwykle szlachetnego. Kiedy dołączyła do nas poczuła jakby odkryła w sobie swoją nową pasję. Tato jest ze mnie bardzo dumny, mówi Ola, powiedział, że wyrosnę na mądrą i dobrą dziewczynę. To tak jakby ktoś dał mi najlepszy prezent – przyznaje Ola. Myślę o tym, aby związać swoją przyszłość z pedagogiką lub psychologią, pracą skupioną głownie na dziecku. Piotrek przyznaje, że tutaj można też nauczyć się sporo o sobie. Kiedyś myślałem, że jestem nieśmiały, teraz nie boję się nowych wyzwań, nie boję się poprosić innych o pomoc, w końcu robię to w słusznej sprawie. Najważniejsze jest to żeby zacząć, a energia udzielająca się od tych, którzy już coś robią bezinteresownie, prawdopodobnie Cię też porwie.

Mieszkaliśmy w Ośrodku Wypoczynkowym „Maria” w kompleksie zabudowań otoczonych wzgórzami lewińskimi w zielonej kotlinie Ziemi Kłodzkiej zwanej „zakątkiem Pana Boga”

„Chcę pomagać i tyle” mówi Magda z którą rozmawiałam w Muzeum Papiernictwa w Kudowie Zdroju podczas warsztatów plastycznych w których uczestniczyły nasze dzieciaki. W Kudowie zachwycaliśmy się też Parkiem Zdrojowym i smakowaliśmy wodę z pięciu ekologicznie nieskażonych źródeł mineralnych.

Kondycja dzieciaków jest zadziwiająca a pomaganie innym to najlepszy sposób na małe zmartwienia , mówił Marcin kiedy wspinaliśmy się po wykonanych z piaskowca siedmiuset schodach na najwyższy szczyt Gór Stołowych- Szczeliniec Wielki /919 m n.p.m./ „Przestajesz wtedy myśleć o sobie, zajmujesz się czymś dla kogoś innego.”

Czekało nas tam wiele atrakcji, przepiękne trasy widokowe na czeską i polską stronę. Spotkaliśmy tam potężne szczeliny, urwiska skalne, fantastyczne kamienne formy, przypominające postaci ludzi,zwierząt, maczugi tunele i labirynty.

W Czechach w Skalnym Mieście przeszliśmy przez pasmo około 500 szczelin, przeciskaliśmy się ponad trzy godziny po wielkim labiryncie skał, próbując ogarnąć wzrokiem wszystkie skały : Skalną Koronę, Kałamarze , Śpiący Łabędź i wiele innych formacji skalnych.

Czechy to także-- Praga, dla większości dzieciaków był to pierwszy wyjazd za granicę kraju. Zobaczyliśmy Stare Miasto, Hradczany, różne miejsca powiązane z Franzem Kafką , gotycką katedrę św. Wita i Most Karola. Moim marzeniem jest jeszcze raz powrócić do Pragi. 

Zadziwiający i niecodzienny był widok wnętrza Kaplicy Czaszek w Czermnej , miejsca jednego z trzech tego typu zabytków w skali europejskiej. To polskie „Katakumby”, w których znajdują się szczątki ludzkich szkieletów, ofiar epidemii i pandemii cholery oraz ofiar wojny siedmioletniej. To bardzo smutny i przygnębiający widok. Nasze dzieciaki uszanowały to miejsce z należytą godnością.

„Każdy ma swój sposób na pomaganie innym, powiedziała druga Ola, która pierwszy raz była z nami i która codziennie dbała o higienę osobistą jednego z naszych najmniejszych. Pielęgnowała jego włosy, ubranie i paznokcie.

Wdzięczność dzieciaków okazywana była nam w najróżniejszy sposób.

Codziennie uczestniczyły w zajęciach , na których miały możliwość wyrażania swoich uczuć, nawiązania kontaktu emocjonalnego z wolontariuszem .Bliski kontakt z nami pozwalał im na uzewnętrznianie swoich przeżyć oraz doświadczeń często bardzo bolesnych.

Opowiadanie o swoim sukcesie i przeżycie go jest szczególnie ważne dla takiego dziecka, które ma niewiele okazji do wykazania się swoimi osiągnięciami na co dzień. Dzieci chętnie dyskutowały między sobą, co jest dla nich ważne i co odnosi się do ich życiowych doświadczeń. Szczególnie zachęcaliśmy te mniej aktywne oraz takie, które miały trudności w dzieleniu się swoimi odczuciami, podkreślając, że ich zdanie będzie zawsze wysłuchane.

Bardzo ważne było stworzenie atmosfery, która sprzyjała poczuciu bezpieczeństwa i dobremu samopoczuciu dziecka.

W naszej terapeutycznej pracy oprócz bajki wykorzystaliśmy wcześniej opracowaną przez nas publikację p t. „Jestem kimś”.

Jestem kimś – bo potrafię być posłusznym;

Jestem kimś – bo potrafię dbać o zdrowie

Jestem kimś – bo potrafię wybierać to co wartościowe

Jestem kimś – bo potrafię żyć w zgodzie z innymi. O tych między innymi i innych wartościach dzieci pisały później w swoich „walizeczkach”

W pierwszy dzień pobytu na obozie, dzieci otrzymały arkusz „MOJA WALIZKA” z następującymi pytaniami: Co zabrałbyś ze sobą do tej walizki z pobytu na obozie w Lewinie Kłodzkim?. Co tu przeżyłeś?, co tu zobaczyłeś? Czego się nauczyłeś? A co wykorzystasz później? Nazwij to.

Oto wybrane tylko niektóre fragmenty wypowiedzi dzieci:

„Zobaczyłam niesamowite formacje skalne, nauczyłam się współpracy z innymi” Ola.

„Ja zabrałabym stąd dobry humor , świetną atmosferę oraz dobrych przyjaciół” Marysia.

Zabrałabym górskie powietrze, poznałam wspaniałych wolontariuszy. W klasie będę umiała pójść na kompromis i współpracować z innymi „ Klaudia.

„Nauczyłam się porządkowania i gospodarowania swoimi pieniędzmi. Zabrałabym stąd radość, chciałabym pojechać kiedyś z Bractwem na całe wakacje” Daria. „Ja też chciałbym pojechać z Bractwem na całe wakacje” Daniel.

W przyszłości na pewno będę szanować innych , nauczyłam się słuchać. Zabrałabym stąd Góry Stołowe i wszystkie piękne krajobrazy”. Wiktoria

„Do walizki zabrałabym wszystkich moich przyjaciół. Nigdy nie byłam za granicą naszego kraju , podobała mi się Praga. W swoim życiu wykorzystam umiejętność współpracy z innymi. Dowiedziałam się czym jest odwaga , wiara , miłość”. Sylwia

„Przeżyłam tutaj niesamowite chwile , nauczyłam się pomagać innym jak dbać o swoje rzeczy i jak ufać wolontariuszowi”. Patrycja

„Nauczyłam się tutaj współpracy, zobaczyłam piękne krajobrazy, wykorzystam opiekuńczość i sposób porozumiewania się z małymi dziećmi”. Kamila

„Zabrałbym stąd ze sobą muzykę , nauczyłem się być grzecznym i pomagać innym, na pewno wykorzystam później jak być dobrym dla ludzi” Krystian

Nauczyłem się chodzić spać punktualnie, wykorzystam energię i górskie powietrze do pracy w szkole”. Piotr

Doświadczenie w pracy z dziećmi kiedyś być może przyda się. Niektórzy boją się, że nie dadzą rady, albo że to ich nie zaciekawi. Ale przecież nigdy nie dowiemy się, nie przekonamy czy coś nam odpowiada, jeśli nie spróbujemy. „Chce pomagać i tyle” tak jak mówi Magda. Jej zdaniem zwyczajnie warto pomagać.

Zachęcam wszystkich do udziału w wolontariacie, bez względu na to gdzie chcecie pomagać, bo wszędzie są potrzebni ludzie , którym chce się zrobić coś dla innych.Te wspaniałe wakacje i związane z nimi przeżycia byłyby niemożliwe, gdyby nie wsparcie finansowe Urzędu Miasta i Gminy w Staszowie oraz darczyńców, w gronie których znalazły się: Elektrownia Połaniec, Kopalnia Siarki”Siarkopol”S.A. w Grzybowie oraz sponsorzy indywidualni: Jan Suska, Zygmunt Drzymalski, Stanisław Duda,Bernard Wójcik i Danuta Równiak. Szczególne podziękowania za okazaną życzliwość, pomoc i dar serca ofiarowany dzieciom kierujemy do Pana Romualda Garczewskiego, Mariana Kosowicza, Jerzego Kaka,Henryki Markowskiej, Stanisława Lecha Zalewsksiego, Remigiusza Kruzla, Danuty Batóg, Partycji i Marcina Misków ,Edycie Szymczak.

RENATA ŁAGOSZ

 

Dzieci i wolontariusze Bractwa świętej Anny w Staszowie  po raz kolejny - tym razem na obozie terapeutyczno- wychowawczym w Ojcowie

 

sierpień 2010

W tym roku  zachwycaliśmy się Jurą Krakowsko- Częstochowską. Mieszkaliśmy się w niezwykle urokliwym DW Zosia, którym zarządza pan Grzegorz Bosak. Dziękujemy Panu i całej kadrze. Będziemy Pana polecać innym.

W naszej pracy obok celów edukacyjno-terapeutycznych założyliśmy sobie aby nauczyć dzieci umiejętności odpoczywania , zabawy a także pomagania, aby dzieci umiały prosić o pomoc , przyjmować ją  a przede wszystkim ofiarowywać ją innym.

Pomaganie to nie tylko sprawa dorosłych .Dzieci trzeba tego nauczyć, dzieci naszego bractwa pokazały  już tę  umiejętność. Dawid, na Jasnej Gorze widząc biednego człowieka oddał ze swojego kieszonkowego ostatnie 50gr. Krystian , który z kolei  znalazł 50zł  oddał   je dla potrzeb bractwa. Często pomoc dorosłych ma charakter nieprzemyślany. Myślę tu o wyjątkowo szkodliwej z wychowawczego punktu widzenia sytuacji , w której duża ilość pożywienia jest rozdawana za szybko. Młody człowiek otrzymuje wówczas komunikat , że wystarczy być dostateczne biednym , albo przynajmniej na takiego wyglądać , aby najpotrzebniejsze rzeczy już się pojawiły , jakby na zawołanie , bez wysiłku. Jak w takiej sytuacji w młodym człowieku ma się zrodzić motywacja do zmiany swojego życia, a tym  samym do podniesienia swojego statusu materialnego. Powoduje to tylko wzrost roszczeniowości dzieci i ich rodziców a także pojawienia się uczucia frustracji , mogą oni  zacząć  traktować nas jak osobistych sponsorów  , z którymi się zrywa gdy  tylko przestaną dawać. Tak nieprzemyślane rozdawnictwo  jest tylko szkołą cwaniactwa w której kształci się  przyszłych klientów pomocy społecznej  i innych instytucji charytatywnych . Wciąż jednak wszelki brak domaga się wypełnienia ; Głodnych trzeba nakarmić  i spragnionych napoić… Rzecz w tym , że trzeba to zrobić ich własnymi rękami.

Nasze pomaganie to równowaga praw i obowiązków. Oznacza to , ze prawo bycia na obozie jest związane z jasno  określonymi obowiązkami. Dzieci bractwa dbając o czystość pomieszczeń codziennie je sprzątały , podczas śniadań obiadów i kolacji podawały posiłki i sprzątały naczynia po ich zakończeniu. Wkładały w to ogromny wysiłek aby grupy na które się podzieliły: Gwiazdeczki ,Orzeszki ,Ekipa Niebieskiego Jeepa , Lubimy placki, Rycerska piątka , Szczęśliwa ósemka , Zakon Feniksa, Czarne owce ,  zdrowo rywalizowały o status najlepszej. Musimy wiedzieć , że dla dziecka nie istnieje inna droga do zdobywania wiedzy o samym sobie, jak tylko własne doświadczenie zdobywane w relacjach z innymi ludźmi , z rówieśnikami a także z przyrodą i światem zewnętrznym.

Poznajemy coraz więcej nowych zakątków naszego kraju. W centrum Ojcowa dzieciaki zwiedziły Muzeum Ojcowskiego Parku Narodowego. W którym zgromadzone są eksponaty przyrodnicze, archeologiczne i historyczne. Ekspozycja o łącznej powierzchni 200 m? podzielona jest na cztery działy tematyczne: budowa geologiczna , pradzieje Ojcowa i okolic , fauna parku oraz jego flora. Zwiedzanie ekspozycji poprzedzone było projekcją  filmu w technologii 3D,ukazującego prehistorię i procesy które ukształtowały rzeźbę okolic Ojcowa oraz dzisiejszy wygląd Doliny Prądnika.

Drugi dzień to  wyprawa do Groty Łokietka. Jest największą spośród wszystkich znanych na terenie Parku jaskiń. Jej długość 320 m , a deniwelacja -7m.Temperatura utrzymuje się na poziomie 7  - 8 st.C Nieodłącznym uzupełnieniem opisu jaskini jest legenda o ukrywaniu się w niej Władysława Łokietka przed królem czeskim na przełomie XIII /XIV wieku. Przyszły król Polski musiał się podobno ukrywać  tam ok. 6 tygodni. Także Jaskinia Ciemna owiana jest osobliwą legendą Legenda mówi, że miejscowa ludność ukrywała się w niej podczas najazdu Tatarów. Stwórca swą ręką zasłonił wejście do niej i tym sposobem zmylił ślad pogoni , a jako widomy znak cudu pozostała wielka dłoń kamienna o pięciu palcach, zwana Rękawicą.

Środa – to niezwykłe przeżycia w Częstochowie na Jasnej Górze. Msza św. odprawiona była w intencji bractwa. Większość naszych dzieciaków była tam po raz pierwszy .W wielu domach nie ma modlitwy, dzieci nie chodzą do kościoła , choć mieszkają zaledwie parę  kroków od niego. Tutaj gorliwie się modliły, były skupione, głęboko patrzyły w obraz Matki Bożej Częstochowskiej i myślę że szczerze się modliły ,modliły się tak jak potrafiły. W drodze powrotnej zwiedziliśmy ruiny zamku w Ogrodzieńcu .Czwartek  to dzień spędzony w Parku Wodnym w Krakowie. W największej w Polsce hali basenowej z mnóstwem wodnych atrakcji takich m.in. jak, rwąca rzeka, tęczowa ścieżka,  hydromasaże i jacuzzi solankowe , dzieciaki miały mnóstwo radości.  Piątek - Pieskowa Skała to jeden z nielicznych obiektów jaki zachował się do naszych czasów. Zwróciliśmy uwagę na piękną kolekcje obrazów, wiele z nich pochodzi z kolekcji rodziny Lanckorońskich. W 1996 roku Karolina Lanckorońska przekazała kolekcję narodowi polskiemu. Część kolekcji znajduje się w Warszawie  a część na Wawelu.

 Codzienne popołudnia to zabawa ,odpoczynek , muzyka,  śpiew ,relaksacja .Ogromną role spełniali tutaj wolontariusze. W młodzieży naszej jest ogromny potencjał , w sposób bezinteresowny i z poczucia własnej szlachetności bardzo ciężko pracowali z dziećmi, okazując  im wielkie zainteresowanie , dając im jednocześnie kawałek własnego serca  i jednocześnie wyzwalając w nich ogromną  radość  i  wdzięczność.

A nasze codzienne  wieczory to modlitwa i bajka terapeutyczna. Modlitwa m.in. w Kapliczce na Wodzie. Kapliczka im. Józefa Robotnika pięknie wkomponowana w otaczające skały jest przykładem architektury drewnianej początku XX w.

Bajka to ogromna siła terapeutyczna szczególnie w przypadku dziecka o niskim poczuciu własnej wartości, społecznie odrzuconym, zagrożonym społeczną patologią i w niej się wychowującą. Dziecko nie wyobraża sobie siebie w dorosłości , nie potrafi nawet wyobrazić sobie  przyszłości za parę lat. Jego wyobrażenie o nim samym jest to wyobrażenie kim jest teraz, bajka pokazuje drogę do przyszłości, określa co jest ważne w podążaniu tą drogą. Dziecko śledząc losy bohaterów tworzy własny system norm i zasad. W bajkach zwycięża dobro, często ten mały i słaby wygrywa z tym silnym i potężnym. A to budzi w dziecku nadzieję i optymizm. Nie ma sytuacji bez wyjścia, nawet najbardziej szara  i niekorzystna dla dziecka rzeczywistość w której żyje nie determinuje i nie przesądza o jego dalszym życiu, nie ocenia go jako człowieka gorszego społecznie.  Zaczyna  ono postrzegać zachowania społecznie akceptowane .Dowiaduje się jakie wartości są cenione, poprzez jednoczesne pokazanie kogo i za co spotyka kara albo nagroda. Patryk tez czytał i opowiadał bajki , w tegoroczne wakacje  przygotowywał się do egzaminów poprawkowych z języka polskiego i przyrody. Pan Koziński i Madzia zadeklarowali swoją bezinteresowną pomoc ,za co im bardzo dziękujemy. Patryk egzamin poprawkowy zdał z sukcesem ,a po egzaminach powiedział .ze były to jego najwspanialsze wakacje.

Opiekunami obozu byli: Sławomir Chrost , Renata Łagosz, Anna Deja . Edyta Dobrowolska,

Wolontariusze: Joanna Opałka, Bartek Rozegnał,  Jolanta Pietras, Michała Podyma, Magda Dereń, Liliana Gawrońska ,Kasia Skubera, Kordian Bielecki, Marysia  Deja, Małgosia Gil , Ola Wilk, Kamila Dziuba, Grzegorz Kawalec, Pamela Majka, Ola Jońca. Pomoc wolontariuszy: Anetka Hajdukiewicz i Ola Hudek.

                                                                                          RENATA  ŁAGOSZ

POMAGAĆ, żeby żyć
dlaczego poświęcają się innym i jakie to
ma dla nich samych znaczenie?

Czyli o sensie wolontariatu.

Stowarzyszenie Bractwo Świętej Anny w Staszowie reaktywowane w 2006 roku skupia młodzież szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych , która w sposób bezinteresowny , z poczucia własnej szlachetności i dobroci pomaga innym – tym najmniejszym i najmłodszym.

Młodzież ta zaczyna rozumieć , że to co robi jest potrzebne im samym.

Profesor Lech Witkowski – filozof tak mówi o wolontariacie:

Wolontariat – jest wtedy , kiedy człowiek działa z pobudek altruistycznych , kieruje się dobrem drugiego człowieka. Jest dobrowolną , bezinteresowną pracą z naciskiem na dobrowolną. Jest to możliwość lepszego poznania świata i samego siebie.”

Wolontariat pomaga poznać samego siebie , zauważyć jak się reaguje na pewne rzeczy , odkrywać wartości. Ludzie często dopiero wtedy , gdy dotyka ich coś złego , odkrywają co naprawdę liczy się w ich życiu. Często do takich przewartościowań dochodzi się przez traumę. Jeżeli człowiek kalkuluje tylko zyski i koszty swojego działania , to istnieje prawdopodobieństwo , że nigdy nie dowie się co mógłby mieć wtedy gdyby nie będzie nastawiał się tylko na zysk.

Profesor Mieczysław Łobocki w książce „Altruizm a wychowanie” pisze , że jest altruizm twardy i altruizm miękki. Twardy altruista nie chce żadnych podziękowań , pomaga z silnej motywacji wewnętrznej, jednak jak pisze Łobocki – większość to altruiści miękcy , czyli tacy , którzy chcieliby , aby ktoś ich ciągle zauważał .Tacy ludzie potrzebują wsparcia emocjonalnego i wartościującego. Chcą mieć komunikat zwrotny „dobry jestem czy nie?”

Zdrowiej jest, jeśli społeczne działanie ma cechy altruizmu twardego. Bo taki wolontariusz wytwarza własne środowisko duchowe , które go motywuje i wówczas on sam jest mniej narażony na stres , rozczarowania , niepowodzenia. Twardzi altruiści mają więc większe szanse osiągnąć pełną satysfakcję z tego co robią , co jest ich wewnętrzną tajemnica a zarazem siłą.

Roman Forycki - filozof i teolog pisze , że człowiek jest pełen potrzeb , woła o różne rzeczy , ale żadne wołanie nie jest tak silne jak wołanie o drugiego człowieka”.

Natomiast profesor Janusz Czapiński psycholog społeczny pisze o patologicznym indywidualizmie.

Jesteśmy pod ścianą , dalej się nie da. Wolontariat może być pewnego rodzaju antidotum .”

Człowiek nie może wszystkiego robić za pieniądze. Prawdziwe człowieczeństwo poznaje się poprzez reagowanie odruchem serca na to co się dzieje. Myślę ,że człowiek potrzebuje znacznie więcej niż tylko zawodowstwa. Ono na pewno daje poczucie bezpieczeństwa i zabezpieczenia , ale nie daje ciepła. Nastawiając się tylko na zawodowstwo, cierpimy na rutynę , zobojętnienie , stres, wypalenie.

Wolontariuszem może zostać każdy , bez względu na wiek , płeć , wyznanie , status majątkowy , wykształcenie , jeśli tylko chce nieść pomoc wszędzie tam gdzie jest ona potrzebna.

Myślę , że w każdym człowieku jest pewien potencjał dobra ale nie każdy w sobie te predyspozycje odnajduje i uruchamia. To siły utajone , które mogą być wykorzystane , jeśli znajdzie się na swojej drodze ludzi , którzy go do tego przygotują , wprowadzą , jeśli trafi się na odpowiedni dla siebie obszar. Z moich doświadczeń wynika , że ludzie się nie aktywizują , dlatego że nikt ich o to nie poprosił. Ja proszę , zwracam się do uczniów , studentów , wychowawców i nauczycieli.

Spróbujcie zbliżyć się do dzieci , które Was potrzebują , które na Was czekają. Pani Jadwiga , emerytowana nauczycielka Liceum Ogólnokształcącego jest z nami od początku i tak mówi o pracy w Bractwie:

Do pracy w wolontariacie zainspirowało mnie poczucie odpowiedzialności za dzieci , które znajdują się w trudnych przez siebie nie zawinionych warunkach. Nie tylko materialnych czy lokalowych. Zbyt mało czasu poświęconego im przez dorosłych sprawiło , że się tu znalazły. A każde z nich chciałoby być w centrum uwagi , wszyscy przecież pragniemy ciepła i akceptacji.”
Zgłaszają się do nas nieliczni .Niektórzy po pewnym czasie odchodzą , inni trwają długo. Uczniowie po ukończeniu szkół ponadgimnazjalnych wyjeżdżają na studia.

Z wypowiedzi wolontariuszy:

Gdyby nie praca w tym wolontariacie nigdy nie dowiedziałabym się ze wokół mnie jest tyle rozpaczy , biedy , bezrobocia i krzywdy.”

Lubię pomagać - poświęcać się to za duże słowo , myślę , że w życiu chodzi o zachowanie równowagi , ważne jest zdrowie, nauka , sport , zabawa ale i pomaganie innym i myślę , że znalazłam drogę jak to robić”

Odnajduję tu wspaniałych ludzi , rozmawiam z nimi. Mnie jest to potrzebne , choć na początku tego nie wiedziałam . Opowiadając o sobie - człowiek porządkuje swoje życie”.

Jestem wolontariuszką Bractwa Świętej Anny ,ponieważ lubię pracę z dziećmi oraz lubię im pomagać. Zainspirowało mnie to studiów związanych z psychologią lub pedagogiką. Jest mi to potrzebne do spełnienia moich marzeń i ambicji.”

Pamela Majka

 

Jestem wolontariuszem , bo chciałem w końcu zrobić coś dobrego i w ten sposób się realizować. Odczuwam dużą satysfakcję z bycia wolontariuszem, bo lubię pomagać innym. Dzięki temu mogę doskonalić i poprawiać siebie ,co jest mi bardzo potrzebne.

Grzesiek Kawalec

Wolontariat w Bractwie Świętej Anny pozwala mi na regularną pracę i zabawę z dziećmi , co za tym idzie na rozwój własnych zainteresowań. Cotygodniowe dwie godziny tylko i aż tylko dwie dają radość i zadowolenie mimo częstego zmęczenia. Wiele razy myślałam o tym by związać moją przyszłość z pedagogiką lub psychologią a więc z pracą zawiązaną z dziećmi. Dzięki Bractwu świętej Anny już teraz mogę zdobywać doświadczenie a przy okazji czuć nieocenioną wdzięczność i zadowolenie tych najmniejszych.”

Ola Wilk

Wolontariat jest dla mnie miejscem gdzie mogę dać komuś siebie , pomóc wiedzą oraz poświęcić trochę własnego czasu innym. .Pomóżmy innym, jeżeli możemy to robić.”

Kordian Bielecki

Pomagając dzieciom, sama odczuwam radość , że mogę wprowadzić odrobinę szczęścia w ich życie ”

Liliana Gawrońska

Bycie wolontariuszką to wspaniałe dla mnie doświadczenie. Bezinteresowna pomoc daje więcej zadowolenia niż pomaganie i oczekiwanie za to zapłaty. Myślę , że nabyte tu doświadczenia wykorzystam, gdy założę swoją własną rodzinę.”

Magda Dereń

Ludzie zazwyczaj chcą coś od życia. Ja uważam , że jeżeli chce się coś od życia dostać , należy też coś od siebie dać.”

Kamila Dziuba

Pomagając dzieciom w Bractwie, wiem , że na coś mogę się przydać , sprawić , że tym dzieciakom będzie łatwiej”

Kasia Skutera

Wszelkie działanie na rzecz innych zwłaszcza tych najmniejszych i tych najbardziej potrzebujących , może zmienić życie każdemu z nas , może nadać większe znaczenie zarówno tym zamożnym , jak i tym którzy mają mało.

Renata Łagosz

 

 



Wolontariusze Bractwa św.Anny na obozie 
szkoleniowo–wypoczynkowym w Zakopanem.

 

Kim są wolontariusze Bractwa św.Anny w Staszowie?

WOLONTARIUSZ z łac.”volontarius” to działanie na rzecz innych

ŚWIADOME I BEZINTERESOWNE. Oni poświęcają swój czas innym.

Wolontariusze Bractwa św.Anny w Staszowie to uczniowie szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych , głownie Zespołu Szkól Ekonomicznych , Liceum Ogólnokształcącego im ks .kard. S.Wyszyńskiego i Zespołu Szkół Nr 2 w Staszowie.

Codziennie w godzinach popołudniowych w budynku Centrum Integracji Społecznej spotykają się z dziećmi w wieku 8 – 13 lat z rodzin zaniedbanych, dotkniętych chorobą alkoholową , bezrobociem i innymi dysfunkcjami społecznymi. Zajęcia mają charakter wspomagający rozwój dziecka poprzez odkrywanie możliwości ich aktywnego i kreatywnego uczestnictwa w życiu społecznym. Wolontariusze pomagają im przede wszystkim w nauce , a także bawią się z nimi stosując różnego rodzaju gry dydaktyczne , zgadywanki , rebusy, układanki , puzzle.

Stosujemy zajęcia uzupełniające: sportowe , turystyczne , organizujemy dzieciom wypoczynek letni. Aby uniknąć piętnującego i etykietującego charakteru spotkań zajęcia nasze nie posiadają stygmatyzującego dla dzieci miana lub nazwy.O tym czym one są, decydują realizowane rzeczywiste cele oraz sposób ich prowadzenia.

Co robić , aby ta praca była skuteczna , czego unikać by – mimo najlepszych intencji - nie zaszkodzić? Odpowiedzi na te i podobne pytania szukaliśmy właśnie podczas szkolenia na obozie w Zakopanem.

Założyliśmy że każde nasze dziecko jest przede wszystkim podmiotem i jednocześnie przedmiotem zmian modyfikujących jego dotychczasowe postępowanie.

Oznacza to , że zmiany mają charakter intencjonalny czyli są bezpośrednim wynikiem tego co robimy czyli leczenia środkami społecznymi , gdzie korzystamy z wpływu grupy na jednostkę i jednostki na grupę. Dążenie do zmiany pojawia się jednak w wyniku doświadczeń w pracy z dzieckiem .Aby osiągnąć pożądany efekt trzeba zacząć od siebie.

Momentem rozpoczynającym nasze zajęcia w Zakopanem były zajęcia integracyjne -zajęcia pozwalające na wgląd w siebie , które umożliwiły ujawnienie swoich osobistych myśli , mocnych i słabych stron ,doświadczeń i przeżyć .To wszystko może zostać przekazane dziecku , które na bieżąco czeka i reaguje na przekaz , kierując się zasadą wzajemności. Gotowość do komunikacji , otwartość i zaufanie wywołują podobne postawy u dziecka. Ujawniam więc siebie , ale także jestem gotowy do przyjmowania i wysyłania informacji zwrotnych.

W pracy z dzieckiem założyliśmy sobie takie oto cele szczegółowe:

-przebudowę negatywnych sądów dziecka o samym sobie , przewartościowanie jego własnego „Ja”

-stworzenie warunków do przeżycia pozytywnie emocjonalnego doświadczenia , będącego alternatywą dla wcześniej przeżytych urazów i doświadczeń traumatycznych będących jego udziałem w przeszłości

-pokazanie pozytywnych wzorców zachowań

Obejrzeliśmy między innymi filmy: „ Skazany na bluesa” ,” Pręgi”, „Wszystko będzie dobrze”

Dyskutowaliśmy i próbowaliśmy głębiej poznać mechanizmy uzależnienia, współuzależnienia i przemocy . Szukaliśmy odpowiedzi na pytania dlaczego młodzi ludzie sięgają po alkohol? jak pomóc dziecku współuzależnionemu? Jak przeciwstawiać się przemocy?

Dzieciom z rodzin dotkniętych problemem alkoholowym trzeba pomagać nie tylko poprzez chronienie ich przed bezpośrednimi skutkami nadużywania alkoholu w rodzinie. My im pomagamy w tym aby:

nauczyły się zrozumieć , ze one nie są odpowiedzialne za picie rodziców,

aby uczyły się pozytywnego stosunku do samego siebie, dbania o siebie, umiejętności odpoczywania i zabawy, aby zaczęły wyrażać swoje uczucia i potrzeby i umiały prosić o pomoc i przyjmować ją od innych, aby dzieliły się z innymi swoimi problemami i uczyły się zaufania.

Cztery dni to za krótko aby wyczerpująco odpowiedzieć na te pytania.

Korzystaliśmy też z uroków zimy w tym niezwykle magicznym miasteczku. Bo Zakopane to przecież zimowa i letnia stolica Polski .A Tatry choć przez pięć dni przesłonięte były śnieżnymi chmurami są zawsze niezwykle fascynujące. Na stokach w Witowie nasi wolontariusze nauczyli się sztuki jazdy na nartach /niektórzy po raz pierwszy założyli tu narty/ Bezpłatne lodowisko kusiło nasze dziewczyny być może do większego zainteresowania tym sportem.

Wielką dobrodusznością okazał się jeden z górali który za połowę ceny zorganizował dla nas kulig.

Mieszkaliśmy w pięknym Domu zakonnym Księży Sercanów www.zakopane.scj@scj.pl codzienna modlitwa i pokora pozwoliły nam szczęśliwie spędzić tam czas i bezpiecznie wrócić do domu.

Organizatorami obozu byli:ks.dr Sławomir Chrost , Renata Łagosz ,Ewelina Barańska.

Wolontariusze: Anita Grosicka, Ewa Szczepańska, Angelika Hajska, Kasia Sobieraj, Klaudia Gaweł, Beata Konys, Patrycja Myśliwiec, Anna Swatek, Aneta Gajdowska, Justyna Madej, Klaudia Biesiada, Monika Jastrząb, Piotr Golański, Alicja Słonina, Magda Dereń, Renata Jędryka, Barbara Pruś , Paulina Stawiarz, Magda Pałka, Jola Pietras, Ania Drzymalska,Maciek Nowosielski, Michał Podyma, Basia Jamrozy, Marta Olaszewska.



„By ich nie stracić”

 

Co by się stało z Jasiem; co by się stało z Maćkiem a co by się stało z Kasią  i Józiem ? – gdyby  nie trafili do Bractwa św. Anny, które mieści się przy ulicy Armii Krajowej w Staszowie. 
Nietrudno przewidzieć!

Jaśkowi prawdopodobnie pogorszył by  się tak wzrok że niewiadomo czy kiedykolwiek i jakakolwiek korekta byłaby skuteczna.

Maciek którego samotnie wychowuje babcia z pewnością nie zostałby zaakceptowany w klasie. I jak to często bywa w takich przypadkach zacząłby wagarować, staczając się coraz bardziej na margines życia i być może skończyłby jako dziecko ulicy w konflikcie z prawem.

Kasia – której oboje rodzice nadużywają alkoholu prawdopodobnie nigdy nie nauczyła by się ani czytać ani pisać. Tu znalazła „drugi dom” a może jedyny, często nie chce wracać do swojego domu.

Kasia ma zaburzenia percepcji słuchowej i wzrokowej, sprawności manualnej    i grafomotorycznej. Nie mogła na niczym dłużej skupić uwagi, miała kłopoty    z zapamiętywaniem poleceń nauczyciela.

Józio – którego mama od niedawna stała się naszym sojusznikiem „robił wszystko” aby zwrócić na siebie uwagę.

Na szczęście jest coś na czym można budować nadzieję na poprawę losu  Józia. Teraz matka dba o syna, pilnuje aby miał odrobione lekcje.

Robimy wszystko aby ją wspierać. Kobieta widząc w nas sojusznika zaczęła zbliżać się do nas i współpracować Józio uczy się odreagowywania napięć i stresu w sposób bezpieczny. Poprzez zabawę, ruch, śmiech, prace plastyczne, naukę mówienia o swoich emocjach.

Dla naszego Bractwa najważniejszą wartością jest człowiek. A wiadomo, że nic tak człowiekowi nie dodaje skrzydeł jak sukces, więc stwarzamy drogę do jego osiągnięcia. Dla dzieci skazanych przez otoczenie na porażkę nawet najmniejszy sukces jest jedyną nadzieją na uwierzenie w siebie.

Nasza niekonwencjonalność polega na tym, że proces terapii przebiega podczas normalnego procesu pomagania i uczenia dzieci, które przychodzą tu    z różnymi zaburzeniami i trudnościami.

Proces w jakim uczestniczy dziecko pośrednio wpływa na poprawę jego wyników w nauce. Ponieważ duża część dzieci uczy się słabo      i ma wiele zaległości, pomagamy im w odrabianiu lekcji. Dużym powodzeniem cieszą się zajęcia na temat lepszego radzenia sobie z rolą ucznia oraz na „polubieniu nauki szkolnej”.

Stosujemy też metodę skillsteamingu /kształtowania umiejętności/której głównym celem jest nauczenie pożądanych, prospołecznych umiejętności  i zachowań.

W terapii wychodzi się z założenia ,że trudne zachowania dzieci mają swoje tło psychiczne. Towarzyszą im przykre emocje  takie jak lęk, poczucie winy, niepokój, gniew, złość, osamotnienie, oraz określone najczęściej negatywne sądy poznawcze na temat własnej osoby. Są one wynikiem doznawanych w przeszłości lub aktualnie trudnych doświadczeń i stanów emocjonalnych i braku satysfakcjonujących kontaktów z rodzicami    i najbliższymi. Te doświadczenia dotyczą        z reguły ważnych dziedzin życia   i zwykle zagrażają poczuciu tożsamości dziecka, jego bezpieczeństwa, życia      i zdrowia. Maja one istotny wpływ na kształtowanie się poczucia własnej wartości  i godności.

 

 

 

 

 

 

Co daje Dekalog Wolontariusza i Dekalog Ucznia Bractwa Św. Anny?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wprowadzenie norm i zasad porządkujących wydarzenia w grupie umożliwia nam prowadzenie zajęć, daje poczucie bezpieczeństwa  i zapobiega trudnym sytuacjom oraz umożliwia ich rozwiązywanie poprzez odwołanie się do nich, gdy występują destruktywne zachowania.

Do jasno określonych sposobów zachowania należą między innymi:

-                    zapewnienie bezpieczeństwa fizycznego i psychicznego wszystkich dzieci

-                    staramy się być wobec siebie życzliwi

-                    zapewnienie ze każde dziecko ma prawo być wysłuchane

-                    to co dzieje się tutaj pozostaje miedzy nami

-                    zwracamy się do siebie bezpośrednio i po imieniu

-                    konflikty rozwiązujemy bez przemocy

-                    mówimy o swoich odczuciach a nie o opiniach

Wypracowanie norm grupowych i ich przestrzeganie stanowi jasną informację o tym czego oczekuje się od dzieciaków i przyczynia się do zbudowania grupy, ukształtowania jej odrębności i spójności.

W naszym Bractwie każde dziecko wymaga indywidualnego traktowania, a skoro nie ma dwóch identycznych sytuacji nie może być takich samych recept czy scenariuszy pomocy dla wszystkich dzieci.

Chroniczne napięcie i stres towarzyszące życiu dziecka w rodzinach dysfunkcyjnych, nie wypełnianie roli rodzicielskiej niewątpliwie prowadzi do negatywnych następstw. Żadne z nich nie występuje w izolacji a poziom destrukcji jest zależny od indywidualności dziecka, zdeterminowanej jego temperamentem. Stąd tak ważne w pracy z dzieckiem jest indywidualne traktowanie każdego z nich.

 

 

 


Nasze Bractwo wspiera rodzinę.


Często zadajemy sobie pytanie „W jaki sposób pomóc pracując z jego rodzicami?” Zdajemy sobie sprawę z silnej więzi, jaka łączy rodziców i dzieci     i stanowi grunt dla prawidłowego rozwoju dziecka. Nawet jeśli rodzina jest zaburzona, nawet jeśli rodzic krzywdzi i zaniedbuje dziecko – to więź nie przestaje istnieć.

Rodzice z różnych przyczyn wycofują się ze swojej roli wychowawczej,       z powodu alkoholizmu, innych uzależnień, czy choćby ze względu na brak umiejętności pozytywnych wzorców  z własnego dzieciństwa. Motywujemy ich do współpracy i korzystania z naszej pomocy. Często trzeba im pomóc w odnalezieniu w sobie pozytywnych uczuć do własnego dziecka, uświadomić odpowiedzialność za nie, wspólnie poszukać satysfakcji z rodzicielstwa. Aby taka współpraca była nie tylko owocna ale w ogóle możliwa konieczne jest przekonanie    o    n i e z a s t ę p o w a l n o ś c i   rodziców,  partnerski stosunek do nich i szacunek.

W naszej pracy ogromną rolę odgrywają uczniowie -  wolontariusze ze szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych, którzy pełnią wobec dzieci rolę „starszego brata”, „starszej siostry”. Często zamkniętemu   i zbuntowanemu dziecku łatwiej jest nawiązać kontakt z niewiele od siebie starszym kolegą czy koleżanką. Zwłaszcza jest to ważne dla wieku  7- 9 lat, kiedy autorytetem staje się kolega w celu konstruowaniu nowych relacji interpersonalnych i konstruktywnych przeżyć.

Pomagania trzeba się uczyć, trzeba się uczyć całe życie. Dziecko, które pojawia się u nas zwykle przeżyło traumatyczne wydarzenia,     o których nie zawsze chce, czy potrafi mówić wprost. Dlatego każde nasze działanie jest dobrze przemyślane. Obserwujemy jakie emocje budzą traumatyczne przeżycia    i jakie zachowania mogą być ich konsekwencją. Uważnie obserwujemy każde dziecko, a z jego zachowania często można dużo odczytać o jego uczuciach       a nawet odgadnąć co dzieje się w jego domu.

W całym procesie zdrowienia dzieci z rodzin dysfunkcyjnych  nie sposób pominąć roli zabawy. Generalnie dzieci te nie potrafią się bawić, tworzyć lekkiej atmosfery. Tak więc szczególnie potrzebne jest budowanie takiego klimatu w którym poczują się dobrze, będą mogły się uczyć, bawić, rozluźnić     i zrelaksować i co najważniejsze doznawać radości i przyjemności z bycia i przebywania z innymi.

 

                                                                                                 Renata Łagosz 



"Bractwo Świętej Anny"

       Bractwo Świętej Anny zostało założone w 1578 roku przez Annę Jagiellonkę i zatwierdzone przez biskupa lwowskiego. Rok później zostało podniesione przez Papieża do godności Arcybractwa. W parafii p.w. Św. Bartłomieja w Staszowie zostało założone w roku 1580 roku. Głównym celem Bractwa było szerzenie oświaty. W związku z powstaniem Bractwa we wnętrzu kościoła Św Bartłomieja wykonano ołtarz boczny poświęcony Świętej Annie Samotrzeć, który istnieje do dziś. W roku 1622 Jan Tęczyński - ówczesny wojewoda krakowski utworzył przy kościele Św. Bartłomieja Bractwo Literackie, które połączyło się z Bractwem Świętej Anny. Oba bractwa przyjęły wtedy nazwę: Bractwo Literackie im. Świętej Anny. Główny cel działania Bractwa pozostał ten sam t. j. szerzenie oświaty i niesienie pomocy w kształceniu analfabetów. Bractwo istniało do końca XIX w.
      
      Obecna sytuacja części staszowskich rodzin jest bardzo trudna. W dużej mierze są to rodziny wielodzietne, w których dzieci mają trudności z odrabianiem zadań domowych, nie mają pomocy w  odrabianiu lekcji. Z czasem zaległości w nauce ulegają znacznemu pogłębieniu a do dziecka "przykleja" się nazwa, że jest złe i ze nie chce się uczyć. Dlatego właśnie jesteśmy im potrzebni. Właśnie tym najmniejszym i najbardziej potrzebującym. Stąd myśl aby reaktywować Bractwo Świętej Anny, które w naszej parafii istniało i niosło prawie zawsze taką samą pomoc potrzebującym, jaka jest naszym zamiarem. Za zgodą Biskupa Sandomierskiego i Świętokrzyskiego Kuratora Oświaty reaktywowaliśmy to bractwo. Od II semestru roku szkolnego 2005/2006 prowadzimy tego typu działalność wśród staszowskich dzieci. praca nasza jest pracą społeczną. Opiekę zapewniają dorośli - emerytowani i czynni nauczyciele oraz ludzie dobrej woli wspólnie z uczniami - wolontariuszami ze staszowskich szkół średnich. Najwięcej jest ich z Liceum Ogólnokształcącego im. ks. kard. Stefana Wyszyńskiego. Wokół mamy dużo ludzi, którzy chcą nam pomóc w tej pracy. Nadszedł czas abyśmy naszą działalność usankcjonowali prawnie. Podjęcie decyzji o utworzeniu Bractwa, to decyzja historyczna. To odtworzenie historii naszej parafii. To sięgnięcie do naszych korzeni.

    Zwróciliśmy się do władz miejskich o udostępnienie pomieszczenia na organizację świetlicy. Urząd Miasta pozytywnie zareagował na naszą prośbę i wyraził zgodę na korzystanie z pomieszczeń Domu Pobytu Dziennego. W ten sposób uzyskaliśmy lokal i rozpoczęliśmy naszą pracę. Było trochę ciasno, ale zapał naszych wolontariuszy pokrywał braki lokalowe. Działalność rozpoczęliśmy w marcu 2006 r. Program nasz został ukierunkowany na rozwój dziecka i jego potrzeby. 

    Główne cele to: pomoc dziecku w stawaniu się dojrzałymi ludźmi na wzór Jezusa, kształtowanie postaw społeczno-etycznych, zdobywanie wiedzy i umiejętności niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania we współczesnym świecie, a najważniejszy cel to wyrównanie szans edukacyjnych.
Naszym celem jest również wspomaganie i wsparcie rodzin tych dzieci. Zajęcia pozalekcyjne odbywały się w godzinach od 15 do 17 w Ośrodku Pomocy Społecznej przy ulicy Wschodniej 13. W zajęciach uczestniczyło 25 uczniów szkoły podstawowej. Wyrazy podziękowania za udostępnienie sali do zajęć należąsię panu burmistrzowi Romualdowi Garczewskiemu, p. kierownik OPS Jolancie Włoch i p. Marii Hamer. W wyniku tej pracy uczęszczające dzieci poprawiły swoje zachowanie i oceny w szkole ci potwierdzają rodzice i nauczyciele oraz oceny końcoworoczne. Dzięki szczodrości i przekazaniu środków finansowych przez wielu dobroczyńców udało nam się zorganizować "Dzień Dziecka" w zespole pałacowym w Kurozwękach i wypoczynek letni dla tych dzieci nad Morzem Bałtyckim w Starym Borku k/ Kołobrzega. Pomoc i okazane dzieciom dobre serce zobowiązuje nas do wzmożonego wysiłku nad kontynuowaniem rozpoczętego dzieła i potrzeby bezinteresownej pomocy tym, którzy tego najbardziej potrzebują.
 
Od nowego roku szkolnego 2006/2007 kontynuujemy naszą działalność w nowym miejscu. Są to pomieszczenia Centrum Integracji Społecznej przy ulicy Armii Krajowej 10. Jest nas coraz więcej. Zajęcia obywają się od poniedziałku do piątku od 15 do 17. Odrabiamy z dzieciakami lekcje, przygotowujemy posiłek, wspólnie się bawimy. Zorganizowaliśmy "Mikołaja" i "zabawę karnawałową" Planujemy także letni wypoczynek w górach. Mamy tez nadzieję, że powstaną nowe Ośrodki Bractwa: w Staszowie przy SP nr 3 i w innych miejscowościach naszej diecezji. Hasło Bractwa: "Módl się i ucz się" Członkowie: dorośli (emerytowani i czynni nauczyciele oraz ludzie dobrej woli), zdolna i odpowiedzialna młodzież szkół ponadgimnazjalnych (wolontariat).  Zadania Bractwa: Codzienna modlitwa w intencji dzieci, pomoc w nauce i dawanie świadectwa chrześcijańskiego życia. 
Przyłącz się do nas !!!
                                                                    
                                                                     ksiądz dr Sławomir Chrost

w/w artykuł ukazał sie na łamach "Monitora Staszowskiego" oraz "Gościa Niedzielnego"


Bractwo św. Anny w Seminarium Duchownym 
w Sandomierzu.

W dniu 1 maja 2007r. roku w nagrodę za bardzo dobre zachowanie kilkoro dzieci z naszego bractwa wzięło udział w "Dniu Otwartej Furty" w seminarium duchownym w Sandomierzu. 
W grupie tej byli:  Paulina Gawron, Paulina Reguła, Ola Pańczyk, Sylwia Pańczyk, ja- Karolina Korycińska, Kamil Królak,  Paweł Gaweł, Kacper Koryciński oraz Adrian Reguła. 
Spotkanie w Seminarium rozpoczęło się o 10.00 Mszą Świętą, która odbyła się w plenerze. Następnie zaprzyjaźniony z naszym bractwem diakon Piotr Kara oprowadzał nas po Seminarium.  Zwiedzanie rozpoczęliśmy od zwiedzania Kościoła Św. Michała Archanioła, gdzie znajduje się przepiękny ołtarz główny, ołtarz boczny Matki Bożej, barokowa ambona, oraz ogromne organy odnowione po pożarze przez ks.prof.Jana Chwałka. Z kościoła przeszliśmy do pomieszczeń w którch przebywają na codzień diakoni i alumni. Widzieliśmy sale w których się uczą - są to tzw. aule. Szliśmy długimi korytarzami, które jak nam powiedział oprowadzający nas diakon nazywane są alejami, i każda z nich ma swoją nazwę. Idąc alejami mijaliśmy szereg drzwi za którymi mieszkają przyszli księża. Zaciekawiły nas napisy znajdujące się nad każdymi z tych drzwi... Okazało się że są to słowa wypowiedziane przez Jana Pawła II, podczas wizyty w Sandomierzu w roku 1999r. Następnie zobaczyliśmy kaplicę, w której spędzają oni codziennie dużo czasu na modlitwach. Zwiedzanie zakończyliąmy w pomieszczeniu, w którym spożywa się posiłki.
Seminarium bardzo nam się podobało, i jesteąmy zadowoleni, że mogliąmy je obejrzeć i poznać zwyczaje w nim panujące. 
Pełni wrażeń poszliąmy na bigos, który był poczęstunkiem dla wszystkich odwiedzających.
Po ciepłym posiłku poszliąmy na loterię, która odbywała się na terenie Seminarium. Każdy z nas dzięki udziałowi  w loterii wrócił z wycieczki z pamiątką. Mieliąmy również czas na spacer po parku, w którym słuchaliąmy koncertu pieśni religijnych.
Do Staszowa wróciliąmy o godz 16 żałując że nasza wycieczka już się skończyła. Na pewno długo będziemy wspominać tak miło spędzony dzień i z przyjemnoacią wrócimy tam w przyszłym roku. 
Chcę również w imieniu swoim, kolegów i koleżanek podziękować za zaproszenie, i umożliwienie nam tego wyjazdu ks. prob. Henrykowi Kozakiewiczowi, ks. Marcinowi Czajce. Szczególne podziękowania kieruję do diakona Piotra Kary, p. Eweliny Barańskiej oraz mojej mamy - Jolanty Korycińskiej.

                                                                           Autor: Karolina Korycińska

 
Ora et disce! - Módl się i ucz się!
 
Reklama
 
Zaprzyjaźnione strony WWW
 
http://paderewski.edukacja.strefa.pl
 
Jesteś 50052 odwiedzającym na stronie "Bractwa św. Anny".
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=